niedziela, 10 kwietnia 2016

O jeżu co chciał przejść przez jezdnię

W pewnym mieście żył jeż. Był typowym jeżem z kolcami, nosem i długimi wąsikami.
Jednak czuł się samotny i niekochany. W jego pobliżu nie było innych jeży, a żyjące w stawie kaczki śmiały się z niego za każdym razem kiedy rozwijał się ze swojej ciasnej kulki.
Dlatego w pewną pochmurną niedzielę postanowił skończyć swoje życie.
Przeszedł pod parkanem, minął chodnik i zbliżył się do ruchliwej ulicy.

I nagle... Doznał olśnienia. A może to były jedynie światła przejeżdżających samochodów?

Jeżyk zrozumiał, że nikt go nie kocha bo on sam nie darzy innych miłością.
A przecież kochać można nie tylko innych przedstawicieli swojego gatunku, ale praktycznie wszystko.

Jeśli zapytamy kogoś (niebędącego jeżem oczywiście), w pierwszej kolejności powie, że kocha innego człowieka.

Ale jak się dłużej zastanowi to zrozumie, że kochać można wiele innych istot i rzeczy.
Książki, zwierzęta, Boga lub bogów w zależności w co wierzy dana osoba...

Może to też być miejsce związane z miłymi wspomnieniami, może być jakaś pasja, sztuka lub właściwie całe życie.

Bo chyba życie na tym polega. Na tym, żeby kochać i być kochanym.

Na tym, żeby umieć przekonać małego jeżyka, że nie warto kończyć tak bezsensownie życia i pokazać mu drogę z dala od ruchliwej ulicy. Bo przecież kochać przyrodę to pomagać innym istotom, które tej pomocy potrzebują.

Miłość to nie tylko eros i seks, to też nie tylko miłość matki do dziecka.
To całe nasze życie.
Dlatego dajmy sobie sami szanse aby pokochać również siebie i podejmować decyzje ze świadomością co jest dla nas najlepsze. Tylko tak będziemy szczęśliwi.
Bo przecież nikt nie uszczęśliwi nas na siłę mówiąc nam co mamy robić.
Miłość do siebie to podejmowanie świadomych decyzji.


ps.
Można też kochać nietypowe przedmioty.
Znam kogoś kto tak bardzo kocha swoje klapki, że potrafi o nich mówić przy każdej okazji jak się widzimy.
Bo to nie są zwyczajne klapki.
To są klapki z masażerami.

ps2.
Dziękuję tym 5 osobom za kropki i zainteresowanie moim blogiem.
Jestem wam niesamowicie wdzięczna i obiecuje, że będę pisać, ale mam nadzieję, że nadal macie ochotę czytać moje wypociny. Buziaki dla was!

piątek, 8 kwietnia 2016

Sens w sensie bez sensu

Ostatnio parę osób wspomniało o moim blogu. O blogu o którym sama zapomniałam...
A może chciałam zapomnieć?
Chciałam zapomnieć bo okazało się, że jestem mniej kreatywna i bardziej ograniczona umysłowo niż mi się wcześniej wydawało.

Nie wiem o czym pisać! 

Moje życie jest nudne, jak pamiętniki rybek akwariowych, które opisywałam w gimnazjum (niestety... a może stety? blog ten nie istnieje od wieeeelu lat bo jak się nie logujesz to kasują. i nie ma zmiłuj.)

Lubię pisać, ale pisanie dla samego pisania będzie jakąś chorą grafomanią.
Poza tym...

Nikt tego nie czyta!

Nie mylę się prawda? A jak się mylę, to mi udowodnij, że jest inaczej!
Ha!
Czyli jednak się nie mylę, a to pisanie jest jak gadanie do ściany. Póki nikt tego nie widzi jest spoko, ale gorzej jak ktoś nas na tym przyłapie, wtedy to już obciach.
Taki sam jak pisanie bloga, którego nikt nie czyta.

W związku z czym, moje drogie kociaczki, mam do was prośbę:
POKAŻCIE ŻE JESTEŚCIE!

Przyznam, ze potrzebuję motywacji i pewności, że nie "gadam do ściany".
Wystarczy nawet kropka w komentarzu. A najlepiej jakieś propozycje lub sugestie o czym chcielibyście się dowiedzieć, przeczytać lub przynajmniej wystawić okejkę, bo to dla niektórych może być szczyt możliwości.

No to:

3...2...1...

K L I K